Ufajmy...

Jesień już w pełni, mężu kochany,
i nie tak już ciepłe są słońca promienie.
Wiatru słychać wycie, a z chmur rozszlochanych
- często łzy płyną zimnym strumieniem.

A my... w środku tejże jesieni,
jesteśmy coraz bliżsi sobie - drogi mój.
Czas nas przytłoczył, lecz serc nie zmienił,
ten ciągły z trudami życia bój

Bywało, że łzy nasze cierpienia łączyły,
lecz i radości łzy - także bywały.
Bowiem dłonie Boże nam błogosławiły,
i z każdej niedoli - nas wyrywały!

My idziemy dalej, ufni opatrzności,
w Boskie miłosierdzie nad naszą nicością.
Idziemy, grzejąc się ciepłem naszej miłości,
przez tę jesień życia - zwykłej codzienności.

Choć nam już zima zaczyna grozić,
że dniom naszym, kłopotów jeszcze doda,
ufajmy, iż miłości naszej nie zdoła zaszkodzić
- ani smutek życia.., ni sroga pogoda!

Dodatkowe informacje