Przypływy i odpływy…

Wciąż jeszcze ściga mnie to,
co dawno za siebie - wyrzuciłam.
Te błędy, grzechy i własną złość -
których to wad z trudem się pozbyłam.

Nie mogłam przecież z nimi
chodzić wciąż - tą nową życia drogą.
Są bagażem wspomnień, dniami przeszłości,
które czasem pukają u mojego progu.

Jak przypływy i odpływy morskich fal,
tak i one do mnie - powracają.
Mój umysł z dużą siłą zalewają,
by wynurzyć z niego - co odeszło w dal.

Zdarza się że pancerz mojej wiary,
muszę mieć bardzo blisko - ducha.
Gdyż wróg przewrotnym jest - bez miary,
i czasem ciało - chce go słuchać..!

Ucieczka wówczas tylko w jednym
kierunku, pewną być może.
Jeśli me słabe ciało, biedne,
chce żyć w rodzinie Bożej..!

Wzywam Jezusa, Pana mojego,
który tak dobrze człowieka zna..!
Chwytam się szaty kosztownej Jego,
a zdarza mi się to - nawet w snach!

Przeciwnik umyka widząc, że mam Pana,
co Swych poddanych miłuje - bez miary!
A ja czuję, żem znów uratowana,
że znów mnie obronił pancerz mojej wiary..!

I choć mą łódkę wicher gna,
często na wzburzonych życia falach,
nie tonie jednak łódka ma,
gdyż Pan mój na to - nie pozwala..!

Więc dziękuję Panu memu i przepraszam,
nie pamiętam - po raz który już..?
I te Pańskie dłonie łzami swymi zraszam,
w chwilach niebezpiecznych, życia mego burz!

Dodatkowe informacje