Przygiął mnie...

Przygiął mnie, przygiął, jak drzewo wiatr srogi,
przygiął mój kark Ojciec mój Niebiański.
A to, dlatego, iż nie strzegłam Pańskiej drogi,
i nie raz gubiłam ślady stóp Pańskich..!

Przygiął mnie, przygiął, jak zimowa burza
drzewa słabe, aż do ziemi przygina. Mój ucisk
zrozumiałam i się nie oburzam, na to karanie,
którego przyczyną - moja tylko wina!

Przygiął mnie, przygiął, Ojciec mój Niebiański,
bom się rozpędziła biegnąc - nie do celu.
Biegłam tak na oślep, bez napomnień Pańskich
zapominając, o regułach i zasadach wielu.

Biegłam, lecz bieg mój nie spodobał się Bogu,
więc przytrzymał mnie - i mą gonitwę jałową.
Czytając Słowo Boże, przeżuwam je z trwogą,
i czytam je jakby po raz pierwszy
- i czytam je znowu..!

Czytałam je nie raz, lecz czytałam tylko je,
a przecież nie po to Bóg otworzył me oczy.
Miałam czytając, przebudować wnętrze swe,
i poznawać drogę - którą miałam kroczyć!

Lecz ja biegłam tylko tak, jako wiatr bijąc,
ale ja tak biegłam - jako na niepewne.
Nie podbijałam swego ciała w niewolę, w niczym
się nie winiąc, więc skierował Bóg na mnie -
oczy swoje gniewne!

Pożywam dziś z pokarmów, dla ducha zgotowanych
przez Boga - dla tych - co z nich jadać chcą.
I czuję - że wzrastam! W oczach mych łzami zalanych,
mam dwa obrazy... Ten dzisiejszy - i ten z przeszłością mą
!

Przygiął mi, przygiął kark Bóg do ziemi nisko,
abym zobaczyła, żem jest prochem ziemi.
Aby mi przypomnieć, że Królestwo jest blisko -
a ja mam zaległości, z ślubami moimi..!

I jakże teraz dobiegniesz do swej mety,
mojaż ty duszo - gdyż na miejscu stoisz..?
Nie trzymała żeś się przewodnika, niestety,
pobłądziłaś.., teraz szukasz Go, Jego karań się boisz!

Nadzieja jeszcze w mym sercu pozostaje,
choć pewnie nie dosyć karania jeszcze mego.
Że choć Bóg mnie tak chłoszcze i tak łaje -
to może jednak nie wytnie - z ogrodu Swojego?

Dodatkowe informacje