Na ramieniu Pana.

Już o nic prawie się nie troszczyłam,
bo o nic, troszczyć się nie byłam w stanie.
Wołałam tylko Boże mój.., Panie!
gdyż słabłam, w walce którą toczyłam.

Zupełnie ręce swe opuściłam,
bo cierpienia znieść nie byłam w stanie.
I wciąż pytałam, mój Boże.., Panie,
czyli swym życiem gdzieś-pobłądziłam?

Prób i utrapień, tak wiele miałam,
że aż wspierać się musiałam, na Panu.
Moją duszę zmęczoną, schorowaną,
chętnie Bogu memu oddawałam.

Już o nic prawie się nie troszczyłam,
ani o dziś.., ani o jutrzejszy dzień.
Bowiem ze mnie, pozostał już tylko cień,
już nawet o życie, nie walczyłam.

Sądziłam, że już gaśnie me ciało,
lecz, zaczęły we mnie powracać siły.
Te, które mnie dawno opuściły..,
i serce moje znów-oniemiało.

Przebiegłam myślą życia mego dni,
każdy z nich, był tak bardzo zabiegany..!
I tym życiem, tak bardzo zatroskany,
zmęczenie i pośpiech widziałam w nich.

Dziś, serce moje zauważyło.
także cechy.., których wcześniej nie miało.
Bowiem, przez cierpienie, tak spokorniało..,
i tak się dziwnie, uspokoiło.

Mój dramat, stał się lekcją mi drogą,
dziś wiem, jak niewiele trzeba, by żyć.
I, że główną mą troską powinno być,
ufne służenie, mojemu Bogu.

Wspierając się na ramieniu Pana,
podążam radośnie wąską ścieżką tą.
Choć trudy i utrapienia, łzawe są,
a me ciało.., jak gałąź złamana.

Dodatkowe informacje