Powódź...

Nie mogą oczy dostrzec nieba,
tylko te ciężkie chmury ołowiane.
Deszcz zalewa pola.., nie będzie chleba,
płaczą ziemi zagony, mnóstwem wód zatapiane!

Płacz zatyka gardło, i dławi,
niepewne przyszłości idą dni.
Ten potop wód gwałtownych strawił,
ludzkie istnienia.., domy miast i wsi!

Człowiek się pracą rąk swych, nie cieszy,
gdyż wszystko wody połknęły, szalone..!

Wylały rzeki.., fala za falą się śpieszy,
przez zerwane mosty! drogi zatopione..!

Ludzie w rozpaczy! Dni pełne frasunku,
chmury opadły od deszczu ciężkiego...
Na dachach domów ludzie szukają ratunku,
jak w potopie za dni Noego.

Bywa, że czasami się pojawi,
zbawczy helikopter, krążący nad wodami,
Niczym ptak niosący z sobą strawę,
do gniazd-z bezradnymi.., głodnymi pisklętami!

Wyciągnięte ręce.., pragną chleba,
na twarzach maluje się ból.., przerażenie!
Dni mijają pod chmurami nieba,
i żadnej nadziei.., a tylko zwątpienie.

Domy, jak wysepki.., morze dookoła,
woda niesie padlinę, i zanieczyszczenia.

Z okien na piętrach, ktoś, o pomoc woła,
widząc amfibię.., tę arkę zbawienia!

Na drzewach, jak jabłka.., szczury wisiały,
trzymając się mocno zbawczych gałęzi.
Szansę przeżycia na drzewie widziały,
więc się chwyciły, tej jedynej, z życiem więzi!

Fala zabrała ze sobą, co chciała,
popłynęła przez Kraj.., aż do morza wód.
Niektórym, nadzieja i chęć życia wracała,
choć dom podtopiony.., nie ma co jeść, wokoło smród!

Dni przemijają jak nocne koszmary,
do wielu powodzian, pomoc-nie dociera.
W mediach, chaos.., niekompetencje i swary,
jednym życie się zwichnęło, innym-kariera!

Dodatkowe informacje