Ból...

Niech ból mój łzami z oczu wypłynie ,
po mym umyśle niech się nie snuje.
bo rozpanoszył się już w mym ciele ,
że oprócz bólu - nic już nie czuje.

Toczcie się moje łzy kaskadami ,
wyrzućcie ze mnie to moje cierpienie.
by sen mógł wrócić do mnie - czasami -
by znikło moje zniecierpliwienie .

Czemuś tak słabe , o , moje ciało,
że nie pokonasz lichej słabości .
Czemuś rozrosnąć się bólom dało ,
w tej mojej biednej nicości..?

Nie chcę narzekać , a jednak czasami
lament jakowyś wyrzucam ze siebie ,
a słabość tę moją obmywam łzami -
a płacz mnie do snu kolebie.

Snuję się nocą gdy ból mnie ruszy ,
z niejedną myślą kłócę się przy tem ,
nikogo przy mnie w tej nocnej głuszy
a sen przychodzi - przed świtem.

Dodatkowe informacje